logo

Aktualności

English version


Madaje Stare 2010-relacja z obozu PDF Drukuj Email
Wpisany przez kamiltula   
piątek, 20 sierpnia 2010 10:01

 

Biwak Madaje Stare 2010

5.08. 2010


Podczas pobudki o nieludzkiej godzinie 3:35, mój umysł nie przyswajał sobie w pełni faktu, że już za niecałe 12 godzin będziemy wraz z innymi uczestnikami rozbijać namioty, stawiać maszty oraz szykować się do obiadu gdzieś w okolicach Łodzi. Po zasięgnięciu informacji okazało się, że mamy rozbić obóz w stadninie Koni Huculskich mieszczącej się w Madajach Starych. Na stronie internetowej baza prezentowała się bardzo urokliwie. Czy dokładniejsze oględziny wypadną równie dobrze? Czas pokaże.
Zbiórka przed wyjazdem została zarządzona na godzinę 5:00 przed PKP Rybnik. Pożegnaniom nie było końca, niektórzy rodzice odprowadzali swoje pociechy w jakże różnym wieku aż do pociągu. Kadra w dobrych humorach, choć wszyscy zadawali sobie pytanie: "Czy pomiędzy czwartkiem 12-tego a  piątkiem 13-tego zdążą kupić buty, załatwić aparat no i przede wszystkim pójść do kina?". Trasa, mimo iż prowadziła przez połowę Polski, nie dłużyła się zbytnio i już o godzinie 10:33 byliśmy w Łodzi. Tutaj czekała nas "krótka" podróż na ulicę Bazarową skąd mieliśmy transport do miejscowości Kuciny, a tam po odebraniu przez komendanta plecaków, znów czekała na nas wędrówka bezpośrednio na obozowisko. W końcu doszliśmy na miejsce.
Po pośpiesznie spożytym obiedzie (jakże wyśmienitym i przecudnie doprawionym spaghetti; wieczorem z racji jego wyśmienitego smaku oraz zakazu bycia głodnym na obozie, zjadłem jeszcze jedną porcje) zabraliśmy sie do rozbijania obozowiska. W sumie rozbiliśmy 6 namiotów, w tym jedną dużą "dziesiątkę". Po rozbiciu owego schronienia oraz przygotowaniu kilku innych obozowych elementów, takich jak maszt czy miejsce na hamaki, mogliśmy się w spokoju rozlokować na swoich miejscach do spania. Nastąpił czas zasłużony odpoczynek, jednak nie trwał on długo. Już po chwili przygotowywaliśmy krąg ogniskowy, wokół którego odbywały się wieczorne zajęcia, na których czytaliśmy fragment książki o przygodach Tomka. Gdy harcerskie ognisko dobiegło końca zostaliśmy rozesłani do toalety wieczornej, która była preludium snu nad którym czuwały warty.

 

 

 

 

 

 















 

 

 

 

6.08 2010

 

Standardowa pobudka o godzinie 8:00 okazała się dla niektórych uczestników jak zwykle zbyt wczesna. Tak jak i poranne rozgrzewki pobudzające do wiekszej aktywności psychoruchowej nie napawały każdego entuzjazmem. Jednak po porannej toalecie i śniadaniu, które składało się z kanapek oraz płatków śniadaniowych na życzenie uczestników udało się dobudzić wszystkie osoby. Chwile póżniej przygotowywaliśmy się do wędrówki po najbliższej okolicy. Przyglądając się tutejszej przyrodzie, której głównymi elementami są lasy, krowy, pola oraz stawy, urzekła nas prostota z jaką żyją tutejsi mieszkańcy.
Po powrocie z wędrówki posilając się obiadkiem odczuliśmy pierwsze krople deszczu które ostudziło nasze zapały co do popołudniowych zajęć. Deszcz jednak okazał się przelotny i chwile po nim wraz zresztą drużynym wymyślaliśmy nazwe, okrzyk naszej ekipy. Ważnym elementem było przygotowanie krótkiej scenki którą mieliśmy przedstawić na wieczornym ognisku podczas prezentacji naszych grup.

Podczas wieczornego spotkania przedstawialiśmy owe scenki które zostały przerywane opowieściami komendanta na temat miasta jakim jest Łódź oraz piosenkami. Nie zabrakło tradycyjnego i bardzo dla nas ważnego zwyczaju dołożenia do ognia za tych, którzy nie mogą być z nam na biwaki. Tradycję tę kultywujemy od lat i ma ona dla nas duże znaczenie, nie chcemy bowiem zapominać o tych których zabrakło na wyjeździe. O naszych przyjaciołach i znajomych również spoza harcerstwa.

Po zakończeniu kadra udała się na naradę ustajając szczegóły jutrzejszego dnia a uczestnicy rozszli się do swoich namiotów na wieczorne pogawędki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

7.08 2010

 

Kolejny dzień przywitał nas niezbyt dobrą pogodą, poranny deszcz na szczęście przestał szybko padać i mogliśmy, po zobaczeniu jednego z odcinków "Ultimate Survival", wyruszyć do sklepu po zakupy. Największym zaskoczeniem dla ekspedientki był nasz kolega Maciek, który zabrał na zakupy swój 65 litrowy plecak, który starał się sie wypełnić różnymi dobrami zakupionymi w sklepie. Szybko wzbudził sympatię właścicielki sklepu i jej rodziny. Na marginesie, nie on jeden:P Po powrocie nadszedł czas prace w drużynach, największą atrakcją tego dnia było stawianie totemów, które przystroiły nasz plac apelowy. Każda z drużyn włożyła sporo energii i zaangażowania w powstawanie owych postaci, przez co po krótkiej acz intensywnej pracy mogliśmy podziwiać je w pełnej okazałości.

Czas wolny tego dnia spedziliśmy na grze w siatkówkę, gdzie wielką radość uczestnikom sprawiła gra drużynowego który z wielkim poświeceniem zdobywał kolejne punkty podczas meczu. Po meczącym aczkolwiek przyjemnej grze udaliśmy się popływać, woda choć zimna okazała się bardzo orzeźwiająca. Po tych grach i zabawach druhowie przygotowali ognisko gospodarcze przy którym mogliśmy zajadać naszą kolacje.

 

 















 

8.08 2010

 

Niedziela była dniem bardzo spokojnym, w planach mieliśmy udanie się do kościoła, oraz jak poinformowano nas o poranku, pieszą wędrówkę. Po mszy w której uczestniczyliśmy w położonej nieopodaj wiosce nadszedł czas na poważniejszą wędrówkę. Przejście po okolicznych miejscowościach miało zakończyć się nocowaniem w terenie,. Po przejściu sporego dystansu kilkunastu kilkometrów, mijając pola, łąki, lasy, stawy (kolejność przypadkowa :D) postanowiliśmy rozbić obozowisko. Niestety nie wszystko da się przewidzieć toteż musieliśmy wrócić do obozu szybciej niż przypuszczaliśmy, co jednak nie zmienia faktu, że samą wędrówkę można uznać za udaną.

Chwilę należy poświęcić bazie. W szczególności koniom. Jak powszechnie wiadomo harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać, nie mniej jednak u jednego z druhów zostały stwierdzone napady agresji wywołane ciągłym rżeniem tych jakże pięknych i mądrych zwierząt. Cóż, wszystko w nadmiarze szkodzi.

 




























 

9.8 2010

 

Znów pobudka i razem z nią kolejny opad deszczu. Tym razem by uchronić się od przebywania na mokrej polanie schroniliśmy się w kampingu gdzie oglądaliśmy film pt. "Akcja pod Arsenałem". Film przedstawiał fragment ksiażki "Kamienie na szaniec" w której harcerze postanowili odbić swojego przyjaciela aresztowanego przez Gestapo podczas II wojny światowej.

Ni Skończyliśmy film, pogoda się poprawiła i mogliśmy wyjść na zewnątrz w celu przeprowadzenia zajęć. Tym razem druh Paweł Zarański uczył nas nowych gier przy których bardzo dobrze się bawiliśmy. Był to również dzień ważnego meczu. Otóż do siatkarskiego pojedynku stanęły drużyny uczestników i kadry. Stawka była duża, było nią 6 Nutelli, (które na obozie były niemalże drugą walutą). Mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla uczestników. Cóż tym razem doświadczenie kadry nie wystarczyło. Zapraszamy jednak do Londynu gdzie zrewanżujemy się na pewno. O co? O masło orzechowe!!!

Wieczorem odbyło się kolejne ognisko przy którym czytaliśmy dalsze dzieje Tomka Sawyera i śpiewaliśmy harcerskie (i nie tylko) piosenki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10.08 2010

 

Wtorek okazał się dniem wycieczek. Główną atrakcją było zwiedzanie pobliskiej miejscowości Uniejów. Miasteczko te jest słynne ze swoich wód termalnych lecz nam bardziej przypadło do gustu zwiedzanie parku oraz znajdującego się na jej terenie zamku. Bardzo interesująca okazała sie ścieżka dydaktyczna która przedstawaiała nam rodzaje drzew znajdujących się nieopodal.

 

Dla niektórych druhów wyprawa ta była też okazją do uzupełnienia zapasów słodyczy czy coca coli w okolicznych sklepach. Pretekstem do zakupienia pocztówek i wysłania listów oraz możliwością do złapania zasięgu sieci komórkowej by móc odpowiedzieć na liczne smsy- rzecz jasna od martwiących się rodziców.

Na wieczór gra terenowa. Prócz odnalezienia drogi w lesie, (co okazało się nie być takie łatwe) czekały nas różne  zadania. Rozbicie plały czy rozłożenie hamaku na czas to tylko niektóre z nich. Grę zakończyliśmy przeprawą przez staw.

PS. Niemałe wrażenie zrobiliśmy tego dnia w busie. Wszakże, kilkanaście osób z plecakami jadących do Uniejowa to niecodzienny widok. Szczególnie, jeśli podają się za pielgrzymkę :D.







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11.08 2010

Dzień ostatni. Przed południem pomagamy w stadninie. Przecież harcerz musi być pomocny.

Później ostatnie odwiedziny w naszym ulubionym sklepie. Ostatnia wędrówka. Czas minął niebywale szybko i powoli szykujemy się już do powrotu. Wśród tych rzeczy, które robimy po raz ostatni nie może nam umknąć jedna ważna uroczystość. Nieodzowny element każdego obozu czy biwaku. Chrzciny. Tutaj nie trzeba nic opisywać. Za komentarz wystarczą zdjęcia.

Obóz zakończył się tradycyjnie ogniskiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obyśmy spotkali się za rok, może w innym miejscu, ale w tym samym gronie.

 

 

 

 

 

 









 

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Zmieniony: wtorek, 24 sierpnia 2010 11:01
 
Afrikaans Arabic Belarusian Bulgarian Chinese (Traditional) Czech Dutch English Finnish French German Greek Hindi Hungarian Indonesian Italian Japanese Latvian Lithuanian Maltese Norwegian Portuguese Romanian Russian Slovak Spanish Swedish Turkish Ukrainian Welsh

Archiwum wiadomości

Archiwum

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Free Joomla 1.5 Theme, cc top level domain. Valid XHTML and CSS.